Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/clarum.w-postawa.olkusz.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
Następnie Mark poruszył kwestię ubrań.

- Dobra rada, panie Merchant - wycedził Watkins. Utkwiwszy wzrok w Becku, uśmiechnął się lubieżnie. - Zajrzałeś już między nogi jego siostry? Rzeczywiście jest taka świetna w te klocki, na jaką wygląda? Jakimś nadludzkim wysiłkiem woli Beck zdołał pozostać na miejscu. Zza lady wychynęła kelnerka i podeszła do Klapsa. - Nie będę tolerowała w tym lokalu takiej brudnej gadaniny. Jeśli chcesz coś zjeść i wypić, zajmij miejsce przy stole. - Wręczyła mu kartę dań. Klaps odepchnął jej rękę. - Nie chcę niczego do jedzenia ani do picia. - Wobec tego po co tu przyszedłeś? - Nie twoja sprawa, ale i tak ci powiem. Miałem się tu spotkać ze znajomym, w interesach. Kelnerka nie wydawała się onieśmielona. Oparła ręce na biodrach i zmierzyła wzrokiem Watkinsa, jego brudne niebieskie dżinsy, poszarpany podkoszulek odsłaniający ramiona, na których widniał szereg tatuaży, większość z nich dość niecenzuralnych, niektóre wręcz obsceniczne. Prawie wszystkie wyglądały na dzieło amatora. - Nie zauważyłam, żebyś był ubrany jak na oficjalne spotkanie biznesowe - powiedziała. - A my nie wynajmujemy tego lokalu jako darmowe pomieszczenie biurowe. Zamawiasz coś albo wychodzisz. - Dobry pomysł - skomentował kwaśno Chris. Klaps spojrzał na nich ze złością. - Banda pedałów - rzucił. - Nie wiem nawet, który z was jest dziwką. Z tymi słowy odwrócił się i wyszedł z baru. Obserwowali przez okno, jak gramoli się na motocykl i wyjeżdża na pełnym gazie z parkingu. - Mówiłem ci, Beck, że Klaps oznacza kłopoty - burknął Chris. - Nie trzeba będzie na nie długo czekać. - Może już nie musimy czekać. Słyszałeś, co powiedział o fabryce. Widziałeś, jak zareagował, kiedy wspomniałem o Dannym? Stracił nieco pewności siebie, tylko odrobinę i na ułamek sekundy. Myślę, że powinniśmy o tym porozmawiać z Rudym. - W porządku. Jutro. Teraz mamy jednak poważniejszy problem. Myślisz, że powinniśmy odczekać ze dwa dni, zanim powiemy Huffowi? - O Watkinsie? - O Billym Pauliku - powiedział Beck niecierpliwie. - Dziś w nocy w waszej odlewni człowiek został poważnie okaleczony. Na całe życie. Pracował dla Hoyle Enterprises od siedemnastego roku życia. Co teraz zrobi? - Nie wiem. Dlaczego się na mnie złościsz? To nie ja wsadziłem mu ramię do tej maszyny. Skoro pracował dla nas od tylu lat, powinien doskonale zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw i bardziej uważać na to, co robi. - Billy próbował dokonać jakiejś drobnej naprawy podczas pracy podajnika. - Wziął na siebie ryzyko, chociaż nie miał kwalifikacji do wykonania reperacji. - Dlatego że musiał to zrobić. Myślał przede wszystkim o produkcji, nie o bezpieczeństwie, bo tak kazano mu rozumować. Tę maszynę należało wyłączyć, zanim ktokolwiek się do niej dotknął. - Powiedz to George'owi Robsonowi. To on jest kierownikiem działu BHP i ustala kryteria, według których decyduje się, czy dana maszyna powinna zostać wyłączona. - George robi tylko to, co każecie mu ty i Huff. Chris oparł się o ściankę działową i popatrzył uważnie na Becka. - Po czyjej stronie stoisz?

Następnie Mark poruszył kwestię ubrań.

Uświadomiłem to sobie dopiero następnego dnia, gdy wreszcie zabrałem się do przeczytania tajemniczego listu. Już
Chciał. Nigdy niczego bardziej nie pragnął. Jednak gdy¬by to zrobił, już nigdy nie potrafiłby się jej wyrzec. To mu¬siałoby być na zawsze. A on nie zamierzał wiązać się na zawsze. Nie umiał kochać. Nie chciał. Nie potrzebował. Nie życzył sobie.
Ogarnęła ją dzika furia.
- Z przyjemnością zostanę tu dłużej, kochanie, nigdzie mi się nie spieszy.
- Skoro jutro wyjeżdżasz, a Henry chce pobyć z tobą, to do rana ty się nim zaopiekujesz. Ja potrzebuję się wyspać. Pani Burchett, proszę na słówko - Chwyciła ochmistrzynię
- A na co pozwolę? - za jej plecami odezwał się zna¬jomy głos.
Tammy obrzuciła zaniepokojonego Marka triumfalnym spojrzeniem i szybko otworzyła drzwi. Za nimi stało dwóch postawnych strażników. Ich spojrzenia powędrowały w stro¬nę Marka.
- To co jest szczęściem? - dociekał Mały Książę.
doprowadzili państwo do ruiny. Serce mnie boli, jak na to patrzę.
- Nie zostanę tu ani dnia dłużej - oznajmiła stanowczo. - Nie mogę.
- Jest mi pani potrzebna.
Przytrzymała go mocniej, oczywiście tylko po to, żeby mnie spadł.
- Jesteś bardzo pięknym kwiatem - mówił Motyl uwodzicielskim głosem.
- Nie, proszę pana, przybyłem spytać, czy chciałby Pan i umiał być przyjacielem - powiedział bardzo grzecznie

i kopertę. Stempel pocztowy wskaże nam miasto nadania listu, na kopercie

– Owszem – potwierdził ponuro Luke. – Dziwne, no nie? Naprawdę dziwne. Pan Avalon
Kelnerka przyniosła talerze. Gdy tylko odeszła, Vince powiedział:
Zastępca dyrektora FBI osobiście przekazał Quincy’emu wiadomość, ale polecił mu
Kiwnęła głową. Facet chyba rzeczywiście miał alibi. Jej wzrok padł na stare teczki,
ostatkiem sił. Nie miała żadnych szans.
złotym obszyciem i kilometrami złotego sznura. Dwadzieścia tysięcy,
Najpierw wyjął dwie latarki, potem pas z narzędziami, który zawiesił sobie
Glenda przekartkowała akta zebrane przez Quincy'ego.
Ale ja posłusznie zażywam swoje porcje leków i modlę się wieczorami. Nie
Wzięła notatnik i wcisnęła guzik.
- Tak więc - zaczął de Beers - zgodnie z pani prośbą obserwuję panią
w życiu poczuł się tak, jakby znalazł się na zupełnie obcym terenie.
Nie! - Mary spróbowała krzyknąć do ukochanego, ale nie mogła wydobyć
Danny milczał. Jego wzrok spoczął na martwych dziewczynkach leżących z
Quincy potrząsnął głową. Czterdzieści siedem lat to zbyt długo, by nosić

©2019 clarum.w-postawa.olkusz.pl - Split Template by One Page Love